Nowe

W sobotnim artykule „Podwójne standardy prezydenta Majchrowskiego. Niejasne decyzje personalne w urzędzie miasta”, redakcja „Dziennika Polskiego” po raz kolejny udowodniła, że jest w stanie bez problemu zrezygnować ze zdrowego rozsądku na rzecz z góry przyjętej tezy. Dziennikarze – przedstawiający się zawsze jako obrońcy słabszych i pokrzywdzonych – uparcie udają, że nie widzą żadnej różnicy między osobami, którym zarzuca się popełnienie przestępstwa urzędniczego a osobą, której współpracownicy zarzucili krzywdzenie podwładnych.

„Uderz się w piersi Jacku Majchrowski” – apelują do mnie radni Prawa i Sprawiedliwości w sprawie finansów miasta, zestawiając ze sobą spadające dochody miasta i braki w budżecie (co jest winą Majchrowskiego) i rosnące wpływy do kasy miasta z podatków PIT i CIT („środki z rządu dla miasta” – jak to określono na planszy zaprezentowanej na konferencji prasowej). Zanim wejdę w szczegóły, chciałbym radnym PIS zwrócić uwagę, że wpływy z podatku PIT i CIT nie pochodzą od rządu, ale od mieszkańców Krakowa, którzy płacą podatki w naszym mieście.

Wbrew pozorom budżet miasta wcale nie tak bardzo różni się od naszych budżetów domowych. Z pewnością wielu z nas zna to zjawisko, że zaplanowaliśmy sobie jakiś wydatek, a potem nagle coś nieoczekiwanego zmieniło całkowicie nasze plany, bo pieniądze okazały się potrzebne na coś zupełnie innego – ważniejszego i pilniejszego.

„Turystyczny Disneyland”, centrum Krakowa bez mieszkańców, „zwyczajnych warsztatów i sklepów”, za to z 24-godzinnym hałasem. Miejsce nie do życia. A jednak to temat, który dotyczy wielu miast turystycznych na całym świecie – miast z atmosferą, często dużo mniejszych, znanych zaledwie z jednej atrakcji czy zabytku, albo tego, że nakręcono tam modny film. Tak, ten temat także dotyczy Krakowa. Wprowadziliśmy w życie zapisy o parku kulturowym i oczyściliśmy centrum z tandetnej reklamy. Teraz czas na trudniejszy krok…

Jak nigdy z uwagą przeczytałem forum pod wywiadem, którego udzieliłem „Gazecie Wyborczej”. Wiem, że z opiniami anonimowych internautów się nie dyskutuje, bo nie ma to najmniejszego sensu, ale po ich lekturze chciałbym się podzielić jedną refleksją.

Bardzo długo zastanawiałem się jak w tym felietonie uciec od kampanii wyborczej, bo bardzo jasno staram się oddzielać to, co robię jako urzędujący prezydent od moich propozycji jako kandydata. Nie da się jednak uciec od rozmowy o mieście i o pomysłach, lepszych lub gorszych, na jego funkcjonowanie. Szczególnie, gdy podawane informacje wprowadzą w błąd mieszkańców, uważam, że jako urzędujący prezydent mam wręcz obowiązek podać kilka faktów.

Porozmawiajmy teraz o nowej specustawie budowlanej, obawach związanych z jej wprowadzeniem, deweloperach oraz „betonowaniu” Krakowa.

O działaniach, jakie podejmuje Miasto w walce o poprawę jakości powietrza w stolicy Małopolski, rozmawiałem z Kamilem Popielą.

O święcie miasta i miejskiej flagi, Dniach Krakowa oraz jubileuszowym numerze dwutygodnika „Kraków.PL” rozmawiałem z redaktor naczelną gazety, Beatą Klejbuk-Goździalską.

Reprywatyzacja w Krakowie nie stała się tak nośnym tematem przedwyborczym, jak liczyli niektórzy politycy jeszcze kilka miesięcy temu. Okazało się, że Kraków to nie Warszawa. Tutaj kamienice przekazywały sądy, a nie magistrat, więc urzędników nie tak łatwo jest przerobić na „czarne charaktery” tej skomplikowanej opowieści. Ciągle jednak są tacy, którzy uparcie próbują na dramatach wielu lokatorów zbić swój kapitał przed nadchodzącymi wyborami.