Szopka Krakowska
W swej książce Nie
od razu Kraków zbudowano Karol Estreicher jun. wspominając
lata dzieciństwa, zamieścił taki oto, pełen emocji i zachwytu opis:
(...) Budynek to był, który
wysokością wypełniał ramy drzwi. Jej kolory rzucały się najpierw w
oczy, potem dopiero kształt. Najpierw biły od niej barwy, potem dopiero
architektura budynku zdumiewała: czerwień, zieleń, fiolety, niebieskie i
żółte tony, czerń i minia, brązy, srebro i złoto składały się na tę
orgię barw jak ogień żywą i jak ogień przyciągającą.
Dwie wieże wznosiły się na przodzie, Mariackie wieże
oczywiście, tylko bogatsze w ornamenty, uwieńczone u hełmów
strzelistymi koronami. Pośrodku między nimi wielka kopuła złota, jak
przystało być każdej kopule od Zygmuntowskich czasów (...)
Kto widział kiedyś Szopkę
Krakowską rozumie zachwyt małego
Lolka, kto oglądał ją także oczyma dziecka, zachwyt ten nosi w sobie
niezależnie od tego w jakim jest wieku . Szopka Krakowska to jedna z najpiękniejszych
tradycji krakowskich. Łączy prostotę z wyrafinowaną finezją. Jest na
wskroś oryginalna i na wskroś krakowska. Jest symbolem tego miasta i jego
esencją zarazem. Jest wspaniałym znakiem Bożego Narodzenia, jest wreszcie
tajemniczym theatrum, w którym baśń
staje się prawdą.
Wszystko zaczęło się przed blisko 800 laty
w grocie koło maleńkiej miejscowości Greccio
we włoskiej Umbrii. Tam to właśnie
Franciszek z Asyżu, urządził
żywy obraz, betlejemską stajenkę, w której postacie biblijne odtworzyli
jego bracia - tzw. bracia mniejsi, zwani dziś Franciszkanami.
Choć trudno nam w to uwierzyć, była to
pierwsza szopka betlejemska w dziejach kościoła powszechnego. Gdy w 1225
r. zmarł Franciszek, jego bracia kontynuowali te tradycje. Okazało się
bowiem, że ten prosty i ubogi w formie przekaz treści ewangelicznych, w głęboki
sposób trafia do wiernych. Od tego czasu, tam gdzie docierali Franciszkanie,
tam pojawiały się w okresie Bożego
Narodzenia Szopki Betlejemskie. W Krakowie musiało
się to wydarzyć niedługo po 1237 r., bo właśnie wtedy Bracia
Mniejsi trafili po raz pierwszy pod Wawel. Nie przypadkowo najstarsze
polskie figury jasełkowe pochodzą z klasztoru
Klarysek przy ul. Grodzkiej w Krakowie (Klaryski to żeńska gałąź
Franciszkanów). Są to drewniane figurki pokryte barwną polichromią,
pochodzące z XIV w. Nie przypadkowo też najpiękniejsze szopki w
krakowskich kościołach, tradycyjnie są urządzane u oo. Kapucynów
(ulubiona przez dzieci szopka ruchoma) i u oo. Bernardynów
(Bernardyni i Kapucyni to zakony z rodziny franciszkańskiej).
W wieku XVII rozpowszechnił się w Polsce zwyczaj urządzania misteriów na
Boże Narodzenie, swoistych przedstawień, które dzisiaj zwiemy jasełkami
(od słowa jasła
oznaczającego żłób). W XVIII w.
w szopkach statycznych i w przedstawieniach jasełkowych zaczęły się
pojawiać postacie współczesne lub historyczne, związane z dziejami
Rzeczpospolitej.
Na przełomie XVIII i XIX w. narodził
się trzeci rodzaj szopki. Mała szopka przenośna o charakterze kukiełkowego
teatrzyku. Jej powstanie przypisuje się krakowskim murarzom. Czemu właśnie
im? To proste. W zimie nie mieli pracy więc wymyślili, że będą chodzić
z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiać na swe
utrzymanie. Pomysł okazał się być zaraźliwy. W XIX w. po Krakowie, w
okresie Bożego Narodzenia chodzi już kilka trup szopkarskich ze swoim
programem jasełkowym. Ustawiali się oni ze swymi szopkami na lini A-B na
Rynku Gł. i czekali na wynajęcie. Gdy otrzymali zamówienie przychodzili
do umówionego domu gdzie witały ich dzieci. Ten właśnie moment opisał młodziutki
Karol Estreicher. Konkurencja to dobra rzecz. Ponieważ na rynku wybór był
duży, trzeba było do siebie jakoś klienta przyciągnąć. Jak? Najlepiej
budując szopkę piękniejszą niż inni. A jaką miarę piękności mieli
krakowscy murarze? Miarę krakowskich kościołów, baszt, wież, kaplic, pałaców,
pomników. Jednym słowem miarę krakowską. I właśnie w ten sposób
powstały miniatury krakowskich zabytków, wykonane na drewnianych stelażach
ze staniolu, bibułki, celofanu, blaszek, cekinów, korali, szkiełek itp.
Najpiękniejsze szopki powstawały na Krowodrzy, do 1910 r.
przedmieściu Krakowa, zamieszkanego przez
liczne rodziny murarskie. Najsłynniejszą trupą szopkarską był zespół
Michała i Leona Ezenekiera. U schyłku
XIX w. zbudowali oni szopkę (dzisiaj przechowywana w Muzeum
Etnograficznym w Krakowie), która stała
się obowiązującym do dnia dzisiejszego kanonem Szopki
Krakowskiej. Czym więc jest Szopka
Krakowska? To symetryczną budowla
stworzona z charakterystycznego materiału, inspirowana motywami
architektury krakowskiej, zawierająca wyraźne elementy tradycji Bożego
Narodzenia.
Tradycja widowisk w małych szopkach umarła w okresie
dwudziestolecia międzywojennego. Śmierć zadało jej kino i radio,
nowoczesne media, które przyniosły rozrywkę tańszą i bardziej masową.
To, że uratowano tradycję robienia tych cudnych pałacyków to zasługa Jerzego
Dobrzyckiego, który w 1937 r. zorganizował
I konkurs na najpiękniejszą Szopkę
Krakowską. Konkurs przyjął się.
W pierwszym roku nagrodą był m. in. wianek kiełbasy i tort czekoladowy.
Mimo przerwy wojennej, w 1946 r. tradycję kontynuowano a patronat nad nią
objęło Muzeum Historyczne m. Krakowa. Do 1999 r. odbyło się już 57
konkursów. W ciągu tych lat ujawniło się wiele wspaniałych talentów,
często rodzinnych. Dynastie szopkarskie stworzyli Malikowie, Głuchowie,
Piącikowie. Laury konkursowe wielokrotnie zdobywał
Stanisław Paczyński, Maciej Moszew,
Tadeusz Wojciechowski. Obok nagród dla doświadczonych,
profesjonalnych szopkarzy, wręczane są także nagrody dla dzieci i młodzieży,
co ma pomagać w tworzeniu nowych rzesz tych wyjątkowych artystów.
W ostatnich latach nad Szopką
Krakowską zawisło nowe
niebezpieczeństwo - złoty cielec. Pomiędzy widzami, którzy jak zawsze
oblegają cokół pomnika A. Mickiewicza w każdy pierwszy czwartek grudnia,
kiedy to zgłaszane są szopki do konkursu, pojawiają się przedstawiciele
hoteli, biur podróży, bogatych firm , którzy chodzą, patrzą i kuszą.
Jeżeli twórca szopki zgodzi się na szybką transakcję, to szopka
przechodzi w ręce kupującego i nie trafia do Muzeum Historycznego na
wystawę pokonkursową. I tu właśnie leży problem. Wystawa ta bowiem, to
nie tylko jedna z najlepiej frekwentowanych wystaw w Polsce, to nie tylko
znakomita promocja Krakowa, to także płuca tej wspaniałej tradycji, które
pozwalają jej trwać i rozwijać się.
|