Czterdziestu Mężów
Na mocy przywileju lokacyjnego, nadanego miastu w czerwcu 1257
r. najważniejszą osobą w mieście stawał się
wójt. Był on reprezentantem w mieście władzy książęcej, łącznikiem
pomiędzy nim a krakowską społecznością. Posiadał szerokie uprawnienia
sądownicze, a przywileje ekonomiczne, które otrzymał, stawiały go wysoko
ponad wszystkimi obywatelami. Już jednak przed 1264 r.
pojawia się rada miasta, organ ówczesnego
samorządu miejskiego. Jej uprawnienia i pozycja są zrazu znikome. Począwszy
od XIV w. rola rady systematycznie wzrasta. Historycy są na ogół zgodni,
że proces wzmacniania rady miasta kosztem pozycji wójta, był skutkiem
tzw. buntu wójta Alberta przeciw władzy króla Władysława
Łokietka (1311). Król dostrzegł
w porę, że potęga krakowskiego wójta może zagrozić nawet jego
panowaniu i zaczął ograniczać jego uprawnienia. Rada miasta, w Krakowie złożona
przede wszystkim z przedstawicieli bogatego kupiectwa, zręcznie wykorzystała
tę okoliczność. Miasto pod jej kierunkiem zdobywa w ciągu XIV i XV w.
szereg cennych przywilejów. Jednocześnie wewnątrz organizmu miejskiego
rada osiąga pozycję hegemona, zachowując jednocześnie lojalność względem
króla.
Mało tego. Rada chętnie
pospieszała królom z pomocą w ich kłopotach finansowych, a tych nie
brakowało. Wysokie pożyczki od miasta otrzymał Władysław Jagiełło i
Kazimierz Jagiellończyk. W zamian za pomoc rajcy miejscy
liczyli na "łaskawą pamięć" i
zwykle się nie zawodzili. Głównym przejawem tej pamięci było mianowanie
na kolejne kadencje na urzędzie radzieckim, a nominacja taka gwarantowała
wysokie dochody i wpływ na bieg zdarzeń w mieście a nawet w państwie.
Nic dziwnego, że w krótkim czasie rada miasta stała się ciałem
oligarchicznym, obsadzanym przez kilka rodzin z kręgu bogatego patrycjatu
krakowskiego. Urząd rajcy stał się też faktycznie dożywotni, co
oficjalnie potwierdził dopiero Zygmunt II August. Krzywym
okiem patrzyło na to pospólstwo, tworzące ogół
obywateli miasta, klasę średnią jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Na tym tle
dochodziło już wcześniej do sporów, ale w 1418 r. konflikt przybrał
bardzo ostry charakter. Cechy solidarnie sprzeciwiły się radzie miasta, która
nadmiernie obciążała rzemieślników i drobniejszych kupców, podatkami. Władysław
Jagiełło aby załagodzić spór
powołał do życia nowy organ władzy miejskiej, radę
szesnastu mężów, która miała
kontrolować miejskie finanse. W praktyce jednak organ ten nie sprawdził się.
W 1438 r. atmosfera w mieście zrobiła się tak gorąca, że rajcy musieli
schronić się na zamku wawelskim przed gniewem pospólstwa. Dopiero w 1521
r. król Zygmunt Stary przemienił radę
szesnastu w radę
trzydziestu dwóch mężów,
składającą się z 12 kupców i 20 rzemieślników.
Nowa reprezentacja pospólstwa była już ciałem dużo mądrzejszym
politycznie. Zamiast kruszyć kopie przy okazji wzniecanych tumultów, narażając
się jednocześnie królowi, rada trzydziestu dwóch zastosowała
skuteczniejszą formę walki z oligarchiczną radą miasta - bojkot płacenia
podatków. Tak też się stało w 1524 r. Cios był poważny i celnie
wymierzony. W 1548 r. pospólstwo uzyskało wyraźny sukces poprzez
rozszerzenie rady trzydziestu dwóch do czterdziestu mężów. Kompetencje
tego qudragintaviratu poszerzył
znacząco w 1578 r. król Stefan Batory. Rada miasta
musiała pójść po rozum do głowy, a
raczej...do kieszeni. Rozpoczął się proces obłaskawiania niebezpiecznego
quadragintaviratu . I właśnie
przy tej okazji narodził się zapomniany, ale ważny w swoim czasie
zwyczaj.
Kilka razy do roku rada miasta przyjmowała na ratuszu
delegację pospolitego człowieka, czyli właśnie owych czterdziestu
mężów. Stały
termin nie był ustalony. Zwyczajowo zwoływano delegację pospólstwa przed
sejmami walnymi, w których Kraków miał prawo uczestniczyć, aby opracować
wspólną linię działania. Spotkania te stały się okazją do
egzekwowania przez qudragintavirat sprawozdań
z działalności rady. Rada składała takie sprawozdanie, a jednocześnie,
odbywał się bankiet, na którym nie brakło uprzejmości. W tak
wytworzonej atmosferze qudragintavirat dużo
łatwiej udzielał radzie absolutorium. Dodajmy wreszcie, już na marginesie
tej tradycji, że wielu członków qudragintaviratu wcześnie
zrozumiało, że przychylny i grzeczny stosunek wobec panów
radziec może zaowocować nominacją na
jakiś intratny urząd w mieście. Tak też często się stawało.
Pecunia non olet - pieniądz
nie śmierdzi, twierdzą wtajemniczeni, a że szczęścia nie daje...
Fot. Obraz J. K. Wojnarowskiego, Wnętrze izby pańskiej, ok. 1840
|